sobota, 18 maja 2013

Rozdział 7 "Kolacja"

  Rozdział VII

Gdy wyszłam przed galerie Nathana jeszcze nie było. Musiałam poczekać kilka minut. Nathan [odjechał swoim BMW. Wyszedł z auta na przywitanie. Nie byłam tym za bardzo zadowolona. Bałam się że ktoś może nas zobaczyć. A konkretnie, że Amy nas zobaczy. Na pewno by się wkurzyła, gdyby się o nas dowiedziała. A nie chce, żeby się na mnie obraziła, czy coś. Może nie zawsze między nami było dobrze, ale to jedyna przyjaciółka jaką mama, której moge powiedzieć wszystkie swoje zmartwienia.
- Witaj kochanie – przywitał się Nathan i pocałował w policzek
- Hej. Słuchaj jedzmy stąd. Moja przyjaciółka jeszcze nic o nas nie wiem. Nie chce aby się dowiedziała. Nie chce jeszcze jej o nas mówić. Dzisiaj musiałam jej pozmyślać dlaczego nie była m na wczorajszej imprezie.  
- No dobrze jak chcesz. Ale wiesz, że kiedyś będziesz musiała jej powiedzieć.
- Tak wiem. Może powiem jej w tym tygodniu. Albo pójdziemy razem na impreze, to się poznacie. Ale jak na razie to się tym nie martwię. Co dzisiaj robimy?
- Znaczy myślałem, że pójdziemy do galerii, ale skoro nie chcesz to pójdziemy do restauracji coś zjeść, co?
- No dobrze.
- A potem do mnie.
- Yyyy...To się jeszcze zobaczy.
Wsiedliśmy do samochodu. I odjechaliśmy. Przez całą drogę do restauracji żartowaliśmy, i głośno śpiewaliśmy. Ahh... lobię to ;) Gdy byliśmy już na miejscu. Nathan otworzył mi drzwi bym mogła wyjść. Weszliśmy do restauracji. Było bardzo ludzi, jednak udało nam się znaleźć przytulne miejsce na zewnątrz. Był bardzo ciepły majowy wieczór. Dużo osób nam się przyglądało, ale jakoś nie zwracałam na to wielkiej uwagi.  
- Nigdy nie byłam w tej restauracji. Bardzo tu ładnie.
- Ja tu często przyjeżdżam.
- Pewnie przyprowadzałeś tu wszystkie swoje dziewczyny.
- Wcale, że nie.  
- Nie? Czyżby?
- Ohh...możemy zmienić temat...Co zamawiasz?
- Czyli jednak...Wiedziałam...Jeszcze nie wiem...muszę się zastanowić...- chwilkę pózniej -Nathan?
- Tak?
- Tu jest strasznie drogo.
- No to co z tego?
- Nie stać mnie na takie restauracje.
- Ale przecież ja płace.
- No to co z tego. Nie chce abyś tyle płacił
- Niczym się nie przejmuj. Tylko zamawiaj. To jedna z moich ulubionych restauracji. Więc proszę nie rób mi przykrości.
- Nie miałam takiego zamiaru.
Po kilku minutach naradzania, podszedł do nas kelner. Zamówiliśmy kurczaka z sałatka. Do tego lampkę białego wina. Nathan co prawda nie pił, gdyż prowadził samochód, ale ja nie zmarnowałam takiej okazji. Rozmawialiśmy na rożnie tematy. Poruszyliśmy również temat wakacji. W końcu do końca roku szkolnego pozostał jeszcze tylko miesiąc. Ohh...już nie mogę się doczekać.  
- Więc dasz się namówić na wspólne wakacje?
- Nie wiem. Chciałabym,a le moi rodzice... nie wiem czy mi pozwolą z Toba jechać.
- Nie będziemy sami. Pojedziemy cała paczką. Cały zespól. Co roku tak robimy. Będzie fajnie.
- Na pewno. Ale wiesz jacy są moi rodzice. Twierdzą, że nie powinnam jeszcze wyjeżdżać na wakacje z chłopakiem. I tak uważają, że pozwalają mi za dużo. Przecież jeszcze nie ukończyłam 18 lat.
- Do twoich urodzin został miesiąc
- Tak ja to wiem. Ty to wiesz. i oni tez. Ale tacy już są. Nie martwmy się na zapas. Cieszmy się chwilą. Co?
- Tak masz racje. A jak Ci idzie w szkole? Koniec roku, dużo masz poprawek?
- Nawet nie tak dużo. Tylko mata mi słabo idzie. A tak same piąteczki
- Zdolna dziewczynka.
- Hehehe. Wiesz tak sobie myślę, że masz racje. Nie powinna okłamywać mojej najlepszej przyjaciółki. Może powinnam was sobie przedstawić. Za tydzień znowu organizowana jest impreza. Może się wybierzemy.
- To bardzo dobry pomysł.
-Tylko wiesz. Ona strasznie lubi wasz zespól. Jak się dowie, że jesteś moim chłopakiem to ja nie wiem czy to się dobrze skończy. Najchętniej nic bym jej ni mówiła. Chciałabym, żeby zostało to w tajemnicy.
- Wiesz, że jeżeli nie chcesz jej jeszcze mówić to nie musisz.
- Tak wiem, ale nie chce jej okłamywać. Nie masz pojęcia tak się źle czułam gdy ją okłamałam.
- Zrobisz, jak będziesz chciała.
 Zamówiliśmy jeszcze deser. Lody waniliowe i polewą czekoladową. Ymmm...Pychota. Dochodziła 10, więc postanowiliśmy wracać. Nathan zaproponował, abym pojechał do niego do domu. Wiedziałm , że to nie jest najlepszy pomysł. Powinnam być już w domu, ale tak bardzo chciałam spędzić z nim jeszcze chwilę czasu...Nathan bardzo nalegał więc się zgodziłam. Wyszliśmy z restauracji, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Nathana....



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Siemka wszystkim:) Jak tam?? Widzę, że znowu nikt tego nie czyta. Chyba powinnam przestac publikowac. No bo po co mam pisac, skoro nikt tego nie czyta. :( Smutno mi, że nikt tego nie czyta. Chociaż nie powinnam się dziwić, przeciez pisze beznadziejnie. No ale cóż. :( 
Jeżeli to przeczytaliście to zostawcie po sobie komentarz. Dla Was to tylko kilka minut, a dla mnie uśmiech na twarzy:) I przepraszam, że taki krótki rozdział.
Komentujcie, obserwujcie.
Pozdrawiam;)

1 komentarz:

  1. Dziewczyno nie mów tak. Twój blog jest wspaniały. Przynajmniej ja tak uważam. Mój blog wcale nie jest lepszy. Jak chcesz możesz go sobie przeczytać. masz tutaj linka: http://opowiadania-klamatynka.blogspot.com/ wczoraj właśnie dodałam nowy rozdział. Mam nadzieje,ze ci się spodoba. Pozdrawiam <3 :*

    OdpowiedzUsuń