wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 9: Spózniona, niewyspana, zmartwiona...


Rozdział IX

Rano obudziłam się na kanapie. W salonie. To nie był dobry pomysł aby spać na kanapie. W ogóle się nie wyspałam i wszystko mnie boli. Zerknęłam na zegarek. O nie!!!! 7.30. Za pół godziny powinnam być w szkole. Ciekawe jak się tam dostane. Nie zdąże na autobus. Przecież w 5 min się nie wyrobie. Na moje nieszczęście, maja mama musiała iść dzisiaj wcześnie do pracy. I co ja teraz zrobię. Szybko wzięłam telefon i zadzwoniłam do Nathan, by podwiózł mnie do szkoły. Całe szczęście był w domu. Szybko się umyłam, ubrałam, włosy spięłam w luzny kok. 10 minut pózniej Nathan przyjechał. Nie zdążyłam nawet zjeść śniadania. Ubrałam buty, wzięłam swoją torbę i mogłam wychodzić z domu. Była 7: 55 no cóż trudno spóznię się. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
- Kochanie co się stało? Dlaczego zaspałaś.?
- Położyłam się wczoraj na kanapie w salonie. Nie miałam przy sobie budzika.- mówiłam poddenerwowana.
- Ej, Nathalie spokojnie, za chwilkę będziemy na miejscu.
- Tak wiem. Nie martwię się spóznieniem. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Ja po prostu....
- To przez wczorajszy dzień, prawda?
- Tak, ale nie chce o tym teraz gadać.
- No dobrze, jak chcesz. A może spotkamy się dzisiaj. O której kończysz lekcje?
- Pózno. O 15 30.
- No to czekaj na mnie przed szkołą
- Nie wiem czy to taki dobry pomysł. Wszyscy nas zobaczą. A nie chce tego, po tym co się wczoraj wydarzyło. Zaczekaj na parkingu.
- No dobrze. Co się wczoraj wydarzyło? Zaczynam się o Ciebie bać?
- Potem Ci powiem. I nie martw się.
Do końca drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Gdy dojechaliśmy na miejsce. Pożegnałam się z Nathanem. A on pocałował mnie w policzek. A ja tylko mocno się w niego wtuliłam. Najchętniej zostałabym w tym uścisku, ale niestety musiałam iść.
- Wiesz nie wiem o co chodzi, ale uwierz mi wszystko na pewno się ułoży. Miłego dnia.
- Dziękuje. Jesteś kochany. Pa.
- Pa. Do zobaczenia po południu.
 Wyszłam z auta i udałam się do szkoły. Popatrzyłam na zegarek. No tak 10 po 8. Muszę się śpieszyć jeszcze mam 5 min, aby mi nie wpisali nieobecności. Szybo się przebrałam i pobiegła do klasy. Nie chciałam tam wchodzić jak wszyscy patrzą, nawet nie wiedziałam gdzie będę miała usiąść. Jak ja nie lubiłam takich niezręcznych sytuacji.
Zapukałam i weszłam.
- Dzień Dobry, przepraszam za spóznienie, ale zaspałam.- Wyjaśniłam i rozejrzałam się po klasie.
- Dobrze. Usiądz na swoim miejscu Nathalie. 
No tak na swoim miejscu to ja ma pewno nie usiądę. Tak jak mówiłam było zajęte. Amy już znalazła sobie zastępstwo za mnie. Usiadłam więc w ostatniej ławce pod oknem. Wyciągnęłam zeszyt i cos do pisania, aby zanotować temat. Następnie próbowałam słuchać co mówi pani, ale nie mogłam się skupić. Byłam taka nie wyspana. Chociaż się spózniłam, lekcja strasznie się ciągneła. Az wkońcu usłyszałam dzwonek. Zbawienie-pomyślałam. Wziełam swoją torbę i wyszłam na korytarz. Amy wyszła wcześniej, niż ja. Próbowałam ją dogonić, ale nie udało mi się. Widziałam jak przede mną ucieka. Praktycznie nie dziwię się jej. Gdybym była na jej miejscu pewnie tez bym się tak zachowała. Ale myślałam, że tak będzie lepiej jak jej nie powiem. Widocznie się pomyliłam. Szłam wzdłuż korytarza. Na końcu usiadłam na ławeczce. Wyciągnęłam słuchawki z torby i włączyłam sobie muzykę.  Nie miałam z kim gadać. Tak bardzo mi tego brakowało. Co prawda byłam typem samotnika. Nie miałam wielu przyjaciół. Właściwie to ja wcale nie mam przyjaciół oprócz Amy. No ale teraz to już w ogóle. Oh tak bardzo boje się, że mogę stracić najlepszą przyjaciółkę. To prawda, że często się kłóciłyśmy. Ale jednak Amy jest moją najlepszą przyjaciółką. Jedyną bliską mi osobę. Oprócz Nathana oczywiście. Cały dzień ciągnął się nieubłagalnie. Każdą przerwę spędzałam tak jak tą pierwszą. Gdy zadzwoniła dzwonek na ostatniej lekcji, podeszłam do Amy.
- Amy, możemy porozmawiać?  - zapytałam , ale ona zignorował mnie.
To jeszcze bardziej sprawiło przygnębienie. No ale czego mogłam się spodziewać. Skoro wczoraj mnie olała, to dlaczego dzisiaj miałaby postąpić inaczej.
Wyszłam ze szkoły, i już miałam iść w stronę przystanku autobusowego, ale przypomniało mi się , że po lekcjach miałam się spotkać z Nathanem. Miał czekać an parkingu. Poszłam tam , ale niestety, chyba zapomniał. Nie było go. Zadzwoniłam do niego aby dowiedzieć się co się stało
-Hej. Stało się... -przerwał mi Nath
- Przepraszam, zaraz będę. Korki w mieście.
- Oki. Czekam.
Rozłączyłam się.  Z niecierpliwością czekałam na Nathana. Usiadłam na krawężniku. Wyjełam ze swojej torby mp3i włączyłam muzyke. Kolejny raz dzisiaj. No ale cóż innego miałam robić. Zanim Nathan przyjechał minęło 10 min. Wysiadł z auta i podszedł do mnie. O nic nie pytał. Tylkopodałmi rękę, abym mogła wstać. Pocałował mnie w policzek i przytul. Bardzo mocno mnie przytul. Chyba widział, że jestem przygnębiona. Wiedział, że tego potrzebuje. Nadal nic nie mówiliśmy. Czasami brak słów wyraża więcej niż wielogodzinne rozmowy. Po prostu wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy z szkolnego parkingu.
-Dziękuje Ci. – powiedziałam. Tak bardzo wiedział, jak mnie uspokoić. Co prawda nic nie robił. Ale po prostu był. Samą osobą sprawiał, że czułam się lepiej. Nathan położył rękę na moim kolanie i uśmiechnął się do mnie.
-Wiesz, że nie masz za co dziękowac. Zwłaszcza, jeżeli nic nie zrobiłem.
-Ależ zrobiłeś. I to dużo….Po prostu jesteś tutaj ze mną i o nic nie pytasz. – 
- No to gdzie chcesz jechać? –spytał Nathan po dość długiej chwili.
- Nie wiem... nie mam ochoty aby gdzieś wychodzić. Może po prostu pojedzmy do ciebie. Chce odpocząć.
 -Jak sobie życzysz. Tylko nie wiem czy u mnie w mieszkaniu odpoczniesz wszyscy są w domu...A wiesz jak to jest jak cała 5 siedzi i się nudzi przed tv.
 Nic nie szkodzi. Nie musimy siedzieć w salonie. Możemy pójść do twojego pokoju. Tylko...Po prostu chce być z dala od problemów.
- No dobrze. Ale może wcześniej skoczymy po jakieś jedzienie. Pewnie jesteś głodna, a ja nie mam nic ciekawego w lodowce.
 - Dobrze. Jak chcesz. Ja i tak nie jestem głodna.
Pojechaliśmy do Macdonalda.  Nathan poszedł po jedzenie, a ja zostałam w aucie. Nie miałam najmniejszej ochoty, aby gdzieś wychodzić. Nawet do Macdonalda. 10 min pózniej byliśmy już w drodze do domu Natha. Jechaliśmy w ciszy. Przez całą droge rozmyslałam, co bym mogła zrobic, aby Amy mi wybaczyła. Nie miałam żadnego pomysłu. Więc po prostu postanowiłam napisać do niej sms. Może to i głupie. Ale nic lepszego nie przychodziło mi do głowy. Chciałam jej powiedzieć co czuję, dlaczego tak zrobiłam, i ja za to przeprosić. Po raz kolejny.  Taaa, wiem kiepskie. Przecież ona może go nawet nie przeczytać. Ale musze spróbować. Gdy dojechaliśmy na miejsce była godzina 16. Postanowiłam, że napiszę do niej pózniej, gdyż wiedziałam , że teraz nie ma czasu. O tej porze ma zajęcia taneczne. Nathan otworzył dzwi do mieszkania. W przedpokoju rozebraliśmy się. i weszliśmy do salonu…  To co tam zobaczyłam przeraziło mnie….. a mianowicie...bałagan... Nie wiedziałam gdzie mam nogi postawić. Po podłodze walało się pełno butelek po piwie. Puste paczki po chipsach i popcornie. I w całym domu unosił się dym od papierosów. Było mi nie dobrze. Jak ja nienawidzę  papierosów. A to tutaj myślałam, że troche odpocznę. Myliłam się. Nathan miał rację, że to nie jest najlepsze miejsce do odpoczynku. Ale jakoś będę musiał wytrzymać. Nathan nic mi nie mówił, że wczoraj zabalowali. Byłam na niego trochę wściekła. No ale coż. Może Nathan wcale z nimi nie pił. W co wątpie.
- Mówiłem Wam, żebyście posprzątali. A wy jak zwykle wolicie siedzieć w tym bałaganie. Wiecie, że sprzataczka przychodzi dopiero po jutrze.
-  Oj nie czepiaj się...- powiedział Siva
- I nie krzycz tak. Głowa mi pęka – to powiedział Tom, no tak któż by inny.
- Gdybyście tyle wczoraj nie wypili, teraz by Was głowa nie bolała....Nathalie chodz. Idz do mojego pokoju. Zaraz do Ciebie przyjdę. - tym razem zwrócił się do mnie. I nie krzyczał już tak bardzo jak na chłopaków.
- Dobrze.
- O Nathalie. Nie wiedzieliśmy, że tutaj jesteś- tym razem odezwał się Max. - Hej. Co tam słychać? -zapytał
- Hej – powiedzieli pozostali członkowie zespołu.
- Część. Nic specjalnego.- Nie miałam ochoty wdawać się w dłuższą rozmowę.  Więc Szybko pobiegłam do pokoju mojego chłopaka.
Słyszałam jak jeszcze co za mną wołali, ale nie zwracałam no to uwagi. Weszłam do jego pokoju. Uwielbiałam tam przebywać. Jego pokój był przepiękny. Bardzo duży. Podzielony na dwie strony. Sypialnia i tak jakby mini pokój gościnny. Oczywiście przy drzwiach balkonowych stał biały fortepian. Tak. Ten pokój zdecydowanie do mnie przemawia. Położyłam się na łóżku. Byłam tak bardzo zmęczona. Prawie bym zasnęła, ale właśnie Nathan wszedł do pokoju. Nic się nie odzywał. Położył na stoliku jedzienie, które wcześniej kupił w Macdonaldzie. Frytki, hamburgery. Cole...same fast foody. Bardzo rzadko kiedy jem takie rzeczy. Moja mama uważa, że nie powinnam jeść fastfoodów bo są nie zdrowe.. Troche się z nią zgodzam, ale głównie dlatego, że mają dużo kalori.  A ja chce utrzymać moje ciało w jak najlepszym stanie. Jednak czasami nie za szkodzi zjeść czegoś niezdrowego. Tylko nie dzisiaj. Dzisiaj to ja nie mam na nic ochoty.  
- Jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej. - Nathan usiadł obok mnie na łóżku.
- Dobrze....Chociaż właściwie to zle. Boli mnie głowa, jestem strasznie zmęczona. Najchętniej to położyłabym się spać.
- Noto zaraz się położysz. Ale najpierw coś zjesz. Chodz. - podał mi ręke - Pewnie nic nie jadłaś w szkole. I dziwisz się, że jesteś słaba.- pociągnął mnie do stolika. Nie miałam innego wyjścia. Musiałam wstać. Prędzej czy pózniej zaciągnął by mnie siłą.
- Kochanie, przepraszam, ale ja nie będę jadła. Nie mam ochoty.
- Musisz coś zjeść. Nie wyglądasz za dobrze. Nathalie, martwię się o Ciebie. Nigdy się tak nie zachowywałaś. Jeszcze ta dzisiejsza nasza rozmowa. Naprawdę boje się, że dzieje się coś złego.
- Tak wiem, że cię wystraszyłam. Zaraz ci wszystko opowiem. Chociaż tak naprawdę nie wiem od czego zacząć.
- Zacznij od jedzenia. Bo wystygnie. Jak zjesz to na spokojnie porozmawiamy.
- Ale Nathan….
- Nie ma żadnego ale...Masz zjeść i koniec kropka. Spójrz na siebie. Jesteś blada jak ściana. Za chwile, się przewrócisz, a tego byśmy nie chcieli...prawda? –skinęłam głową. -  Wiec, proszę cię, zjedz..
- A co jeżeli nie zjem?
- Będę zmuszony sam Cię nakarmić. Więc wybieraj?
- Wiesz chyba wybiorę pierwsza opcję.
Posłusznie usiadłam do stołu. I tak nie zjadłam wszystkiego, za co Nathan był bardzo zły...no cóz.. Przeciez na siłę nie zjem. No ale jemu to nie przemówisz. Jak sobie cos ubzdura, to tak musi być...Przez ten czas kiedy jedliśmy nasz obiad (o ile hamburgery można nazwać obiadem) zrobiłam się troszeczkę weselsza. Opowiadał mi jak minął jego dzien. No i wytłumaczył się z wczorajszej imprezy. Właściwie to oglądali tylko mecz. No ale cóż, u nich oglądanie meczy kończy się imprezą.  Jak się okazało Nathan faktycznie nie był pijany. Wypił tylko jedno piwo dla towarzystwa. Przynajmniej tak mi powiedziedział. Mam nadzieję ,że mnie nie okłamał.
- W końcu się uśmiechnełaś. Nie lubie jak jesteś smutna.
- Tak...Chyba pierwszy raz dzisiaj.              
- No opowiesz mi co się stało. jeżeli nie. Zrozumiem to.
- Nie. Chce Ci o tym powiedzec. Może pomyślisz, że to nic takiego. Ale dla mnie to bardzo wazne.
- Dobrze. Zamieniam się w słuch.
-  A więc..Miałeś racje.... Amy dowiedziała, się  ze jesteśmy razem...- wszystko mu opowiedziałam, ze szczegółami. Co działo się przez ostatni dzień. Znowu posmutniałam. Pojedyncze łzy spływały mi po policzkach.
- Nathali, nie martw się. Na pewno da się to jakoś załatwić. Przecież nie może się na ciebie złościć całe wieki. Na pewno jej przejdzie.
- Nie. Nie znasz jej...Tak bardzo się boje, że nasza przyjaźń się skończy. Przez moją głupotę. Dlaczego jej nie powiedziałam- zaczełam krzyczec na cały pokoj. Byłam taka zła. Nie wiedziała co mam ze sobą zrobić. Nathan próbował mnie uspokoić, ale na nic. Nadal krzyczałam , byłam zrozpaczona.
Zostałam sama w pokoju. Nathan musiał zejść na dół, zobaczyc jak trzymają się chłopaki. No i czy posprzatali. Postanowiłam usiąsc na łózko. Wyciągłam z torebki swoja komórke. Popatrzyłam na zegarek. Było trochę przed 18. Pomyślałam, że to dobry czas aby napisac do Amy. Pół godziny temu skonczyła swoje zajęcia, więc powinna mieć czas. Mój sms brzmiał tak:

„Hej Amy. Tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Słowa nie wyrazą jak mi przykro. Naprawdę nie chiałam. Naprawdę załuje, że Ci nie powiedziełam. Ale stan również po mojej stronie. Jak miałam Ci powiedziec, że mam chłopaka, w szczególności, że niw\m jest Nathan sykes.  Przeciez to jest szalenstwo. Bałam się, że mnie wyśmiejesz. Naprawdę nie wiem jak cię przeprosić. Więc powiem tylko PRZEPRASZAM. Wybacz.”

Długo zastanawiałam się czy to wysłac. Ale w końcu zebrałam się na odwagę i przycisnęłam zieloną słuchawkę. Mineło 30 min zanim Nathan wrócił do pokoju. Zobaczył, że leże na łóżku, więc położył nie obok mnie i objął mnie w tali. A ja wtuliłam się jeszcze bardziej w niego. Powiedziałam mu, że wysłałam sms do Amy, i że mam nadzieje, że odpisze. Natham włączył radio. I w ciszy wtuleni w siebie słuchaliśmy muzyki. Przez chwile zapomniałam o całym świecie. Byłam tylko ja i on. Chłopak moich marzeń. Ciągle nie mogę uwierzyć, że to dzieje, się naprawdę. Jestem taka szczęsliwa, będąc z nim. Chciałam tylko aby to nie okazał się sen, z którego zaraz się obudzę… Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Było mi tak dobrze. Zapach jego perfum był tak wspaniały. Nie pamiętam co mi się śniło. Może to i lepiej. Pewnie jakiś koszmar, jak zwykle zresztą. Nagle, obudzł mnie dzwonek mojego telefonu. Na początku nie wiedziała co się dzieje. Przebudziłam się, a Nathan rozmawiał z kimś przez telefon. Ale chwila, czy to nie mój telefon. Dlaczego on rozmawia przez mój telefon??
- Właśnie się obudziła. Może dam ją pani do telefonu?- mówił Nathan do słuchawki.- Twoja mama dzwoni- Tym razem powiedział do mnie, i podał mi komórke. Zanim jednak zaczełam rozmawiać z moją mamą, spojrzałam na zegarek. O nie -pomyślałam. Było przed 11. No pięknie. Mama mnie zabije. Az się bałam z nią rozmawiać
- Tak mamo?
- Dlaczego nie jesteś jeszcze w domu? Dlaczego nie zadzwoniłaś, że wrócisz pózniej? - mama zaczęła zadawac tyle pytań, że nie była w stanie wszystkich zapamiętać- masz natychmiast wracac do domu. Słyszysz. Jutro szkoła, a ty się szlajasz po obcych domach. W domu porozmawiamy.
- Dobrze mamo. Będe za pół godziny. Przepraszam. - zdołaałm wydusic z siebie kilka słów i rozłączyłam się. Nie było tak zle. Mama nie krzyczała tak bardzo, ale boje się co będzie jak wrócę do domu.
- Nathan?.. Mógłbyś odwieśc mnie do domu. Zasnełam nie wiedziałam, że jest już tak pózno.
- Teraz?...Będziesz się tłuc po nocy.?
- Tak. Muszę. Obiecałam mamie, że wróce na noc. Mam pól godziny. Muszę wrócić, chociaż nie chce. Dobrze mi z Tobą, ale moja mama będzie jeszcze bardziej zła.
- No dobrze. To zbieraj się. Odwiozę Cię.
- Dziekuje.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siema...powróciłam....na jak długo to się dopiero okaże..a jak narazie mamy rozdział 9. Zdaje mi się, że jest długi, jak na mnie. Mam nadzieję, żektoś moje badziewie przeczyta. A i jedna prosba. Jeżeli przeczytałes pozostaw po sobie komentarz. Plis. To tylko kilka sekund dla ciebie, a dla mnie dużo. Chce poznać waszą opinię. Oki. To tyle. Do następnego. Papa:)
Joasia

czwartek, 1 sierpnia 2013

Siema...Powrót??...może, może...:)

Wiecie co...Myslałam, że nie dodam już kolejneo rozdziału. Ale jednak zmieniłam zdanie. Nawet jeżeli tego nikt nie czyta...To Co z tego...Pisze to dla siebie... Wiadomo miło by było, gdybyśktoś czytałmoje wypociny....Ale nic na siłe....Ja po prostu lubie pisac( mimo iż wiem, że pisze beznadziejnie). A Zacznę na nowo publikować z cicha nadzieją, że może ktoś tu zajrzy...Może zupełnie przypadkowo ale jednak...No tozmojej strony narazie tyle...Jezeli przeczytałeś=skomentuj...
Pozdrawiam Serdecznie
Joasia