wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 8 " Kłamstwo ma krótkie nogi"

Rozdział VIII

Byliśmy przed domem Nathana. Byłam bardzo szczęśliwa. Staliśmy na podwórku wtuleni i wpatrzeni w gwieździste niebo.
- Cieszę się, że Cię mam, wiesz Nathalie.- zaczął Nathan całując mnie w czoło.
- Ja też. Zrobiłabym największą głupotę, gdybym się nie zgodziła być z Tobą. Dobrze mi z Tobą. - staliśmy kilka dobrych minut przytulając się do siebie. Milczenie przerwał Nathan.
- Kocham Cię Nathalie – powiedział wpatrując się w moje oczy.
- Naprawdę?- to pierwszy raz kiedy mi to wyznał.– Ja Ciebie też kocham.
Zaczęliśmy się całować. Na początku delikatnie i powoli, z czasem coraz namiętniej. Przerywaliśmy tylko na krótki oddech. Po kilku minutach weszliśmy do domu. Ja poszłam do łazienki, a Nath do kuchni zrobić herbatę. Chwilę później byłam przy Nathanie. Podeszłam do niego, pocałowałam i zapytałam?
- To co będziemy robić?
- Może miałabyś ochotę pooglądać jakiś film?
- Znowu?...Wczoraj też oglądaliśmy tv. Mam już dość telewizji.
- No tak racja. No to zaczekaj. Włączę radio. Posłuchamy muzyki..... Usiądź na kanapie, zaraz do ciebie przyjdę.
- Dobrze. Tylko włącz jaką fajną nutkę.
Czekałam krótką chwilę. Nathan włączył moją ulubioną piosenkę. Usiadł koło mnie na kanapie, a ja oparłaś głowę o jego ramię. Czułam się jak w niebie. Niczego więcej nie pragnęłam jak tylko być z nim.
- Nathalie.- powiedział Nath
- Tak?
- Zastań na noc.
- Nie. Nie mogę u ciebie nocować każdego dnia. W ogóle jutro szkoła. No i moi rodzice będą źli. Nie chce się z nimi kłócić.
- Oj no weź. Nie daj się prosić. Zadzwoń do nich i powiedz, że będziesz u mnie nocowała.
- Nathan nie mogę. Chciałabym na prawdę. Ale dobrze wiesz, że nie mogę.
- Tego to tak naprawdę nie wiesz. Skąd możesz wiedzieć co by powiedzieli twoi rodzice, skoro do nich nie zadzwoniłaś?
- Zawsze musisz mieć na wszystko odpowiedzieć?
- Yhmmmm – i pokiwał głową.
- No dobra...zadzwonię. Ale jak będą na mnie źli, to będzie to twoja wina.
No cóż....Uległam propozycji Nathana. Całe szczęście, że lekcje zaczynałam dopiero o 10. Poszłam zadzwonić do rodziców. Bałam się tej rozmowy. Wolałam zadzwonić do mamy, bo tata by sięna pewno nie zgodził.
- Hej mamo...Mam pytanie, a właściwie prośbę, mogłabym zostać w Nathan na noc?…No po prostu, rano bym przyjechała po książki i poszłabym do szkoły....Nathan bardzo chciał, ja od samego początku mówiłam, że nie. No więc jak, mogę?...No dobrze, dziękuje. Pa - rozłączyłam się.
I z powrotem usiadłam na kanapie obok Nathana.
-Zgodzili się??
-No niestety....
-Szkoda...No to chodź odwiozę cię do domu...
-No mi też jest szkoda.- Nathan wstał z kanapy i podał mi rękę bym również mogła wstać, ale olałam go....
-Oh, Nathan, Nathan
-No co? Coś nie tak zrobiłem? -ja zaczęłam się śmiać, a on nie wiedział dlaczego. Jego mina była bezcenna.
-Nabrałam cię...zostaje...
-Co?... ale jak to??
-Żartowałam, chciałam zobaczyć jak będziesz walczył o to bym jednak została, a ty nic.
-Osz ty małpo jedna...- Natha usiadł na mnie i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam piszczeć. Pewnie mnie było słychać na całej ulicy.
-Nathan! Nie proszę... przestań. Nathan. Przestań mnie łaskotać
-Nie. Zasłużyłaś sobie. Teraz cierp.
-Ejj...To nie fair. Przestań – Moje prośby były na marne. Im więcej krzyczałam on bardziej mnie łaskotał. Jednak po pewnym czasie, chyba mu się to znudziło
-No w końcu zrozumiałeś co do ciebie mówię.
-A skąd wiesz, że ja już skończyłem? - no nie dłużej to ja już tak nie wytrzymam. Tylko Nathan miał zupełnie co innego na myśli. Gdyż zaczął mnie całować. Nie mógł tak od razu.
-Teraz lepiej?- zapytał
-O wiele- i znowu wbił się w moje usta. Z czasem pocałunki stały się coraz bardziej zachłanne. Nathan nie całował mnie już tylko w usta, ale również po szyi. Za każdym razem po moim ciele przechodziły dreszcze. Nathan zaczął ściągać moją bluzkę. Wiem do czego do mogło doprowadzić, dlatego oderwałam się od niego
-Stało się coś? -zapytał Nathan
-Nic się nie stało. Po prostu...- nie umiałam z siebie nic wykrztusić.
-Nie jesteś jeszcze gotowa, na taki wielki krok?
-Tak.- przestałam mu patrzeć w oczy. Zawstydziła mnie ta cała sytuacja.
-Ok. Rozumiem
-Nathan to nie znaczy, że...- nie zdążyłam dokończyć zdania.
-Ok. Nie musisz mi się tłumaczyć. Rozumiem.
Później nic nie mówiliśmy. Tylko słuchaliśmy muzyki, wtuleni w siebie. Po jakiś 20 minutach ciszy Nathan przerwał milczenie
- Skarbie, jeżeli chcesz to możesz iść wziąć prysznic. Ręczniki są w górnej szafce
- O dziękuje. Kochany jesteś. Tylko w czym ja będę spałą?
- Przyniosę Ci jakąś jedną z moich koszulek? Ok?
- No dobrze.
Wstałam z kanapy i udałam się do łazienki. Cały czas myślałam o tej niezręcznej sytuacji sprzed 30 min. Nie dawało mi to spokoju. Ale kąpiel dobrze mi zrobiła. Wszystkie moje rozmyślania poszły w kąt. Gdy wyszłam z łazienki i poszłam do salonu. Nathana w nim nie było. Pomyślałam, że będzie w swoim pokoju. Poszłam na górę, jednak tam też go nie było. Zaczęłam wołać po całym domu.
- Nathan!!! Gdzie jesteś?
- Tutaj jestem, na balkonie. Chodź tu do mnie.
Po chwili znalazłam się przy Nathanie. Balkon był bardzo duży. Na środku był wielki stół i krzesła. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach.
- Wiesz kochanie – odezwał się Nath – Ślicznie wyglądasz w tej mojej koszuli.
- Dobra, nie przesadzaj.....Wiesz? Bardzo tu ładnie. Chciałabym mieć taki balkon u mnie w pokoju. Wieczorami podziwiałabym gwiazdy. Uwielbiam patrzeć w niebo i rozmyślać.
- No to teraz masz okazje.. nie jest Ci zimno? Przyniosę Ci koc.
- Nie. Nie idź. Zostań tutaj. Nie chce, aby ta chwila się skończyła. Jest tak pięknie. Ty. Gwiazdy. Szum drzew. Nie chce tego stracić.
Byłam taka zadowolona. Ten widok. Nathan. Zawsze marzyłam o takiej chwili. Nie wiedziałam , że to się spełni. Bardzo długo siedzieliśmy na balkonie. Ja cały czas na kolanach wtulona w Nathana. W końcu postanowiliśmy wrócić do środka. Robiło się coraz zimniej. Poszliśmy do pokoju Nathana. Nie dowierzałam, że spędzam u niego drugą noc z rzędu. Nath włączył muzykę, a ja położyłam się do łózka. Po chwili Nathan usiadł obok mnie.
- Dziękuje, że jesteś. Kocham Cie Nathali. - powiedział Nath
Całując się zasnęliśmy wtuleni w siebie.

Gdy obudziłam się rano, Nathana nie było przy mnie. Wstałam, poszłam do łazienki, chwilkę później zeszłam na dół do kuchni. Na stole było nagotowane śniadanie i kartkę

Witaj Kochanie, przepraszam, że nie zastałaś mnie w domu, ale z chłopakami wczesnym rankiem musieliśmy być w studiu. Nie chciałem Cię budzić tak słodko spałaś. Klucze masz na stoliku.
Twój Nathan;*

Było mi trochę smutno, że Natha mnie było przy mnie gdy się obudziła, no ale trudno. Każdy ma obowiązki. Było jakoś po 8, więc miałam jeszcze sporo czasu do pierwszej lekcji. Gdyż zaczynałam o 10. Zjadłam śniadanie przygotowane przez Nathana. Muszę przyznać, że było bardzo dobre. Gdy zjadłam , pozmywałam naczynia, wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Zamówiłam taxi. Za 13 min byłam już w domu. Musiałam wziąć rzeczy potrzebne do szkoły. Dobrze, że wcześniej odrobiłam pracę domową, teraz nie miałabym no to czasu. Rodziców nie było w domu. Może to i lepiej, nie musiałam się im tłumaczyć , że znowu zostałam na noc u Natha. Co innego przez telefon, a co innego twarzą w twarz. Gdy wychodziłam z domu, było9.20. Postanowiłam , że pójdę dłuższą drogą do szkoły. Przez park. Do szkoły weszłam równo z dzwonkiem. Do klasy weszłam ostatnia. Usiadłam na swoim miejscu, obok Amy.
- Hej Nathalie. Co tam?
- Siemka. Wszystko w porządku, dzięki.
- Nathalie, gdzie byłaś wczoraj?
- Jak to gdzie, Przecież byłaś ze mną.
- Tak, ale później. Mówiłaś, że Ci się strasznie śpieszy. Z tego wszystkiego zapomniałaś swojej apaszki. Więc poszłam do Ciebie do domu, aby Ci ją oddać, ale Ciebie tam nie było.
- Booo...- nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć, ale klapa. A co jeśli nas widziała. I o wszystkim się dowiedziała. Ona mi tego nie wybaczy. - Wiesz postanowiłam, że się przejdę byłą taka śliczna pogoda... Amy, rozumiesz to zadanie? Bo dla mnie jest to czarna magia. -próbowałam zmienić temat rozmowy, jednak nie udało mi się Amy mi nie wierzyła.
- Nathalie, nie zmieniaj tematu. Gdzie byłaś?
- Przecież Ci mówię. I dziękuję, że przyniosłaś mi moją apaszkę, Nie musiałaś, mogłaś mi ją oddać w szkole.
- Wiesz myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami, i zawsze wszystko sobie mówimy, ale skora, nie, to nie wiem czy naszą znajomość możemy nazwać przyjaźnią.  
- O czy ty mówisz?? Przecież zawsze Ci wszystko mówię.
- Wszystko? Czyżby....Czyli przez przypadek zapomniałaś mi powiedzieć, że masz chłopaka...i jest nim Nathan Sykes
Nastała cisza. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Czyli jednak nas widziała. No to już po mnie. Jak ja się jej wytłumaczę. Oh..to nie był najlepszy pomysł aby spotykać się z Nathanem przed galerią.
- No dobrze. Masz racje... Przepraszam...ale jak się dowiedziałaś? Widziałaś nas?
- Nie ważne jak, ważne, że się dowiedziałam.
- Naprawdę tak bardzo Cię przepraszam...Wiem, że powinnam Ci powiedzieć..ale...
Nie dokończyłam zdania, gdyż Amy zeszła mi w słowa. Nie chciała mnie już słuchać. Z jednej strony ją rozumiem...no bo jej nie powiedziałam...ale z drugiej...Jak miałam jej powiedzieć o tym, że moim chłopakiem jest... NATHAN SYKES.
Amy się strasznie na mnie wkurzyła, za każdym razem gdy się do niej odzywałam , ignorowała mnie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam zła na siebie, że nie powiedziałam jej o Nathanie, ale nie pomyślałam, że może się tak obrazić. Przez cały dzień się do mnie nie odzywała. Znowu się pokłóciłyśmy, jednak tym razem przeze mnie. Gdy wróciłam do domu, cały czas próbował się do niej dodzwonić. Ona nie odbierała. Gdy odrobiłam lekcje, i się pouczyłam. Postanowiłam, że pójdę do niej do domu, I wszystko jej opowiem. Tym razem nie zamówiłam taksówki, ale poszłam na przystanek autobusowy. Całą drogę rozmyślałam, jak jej powiem o Nathanie. Pół godziny później byłam pod domem przyjaciółki. Chwilę postałam pod domem. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam czy będzie chciał ze mną gadać. W końcu odważyłam się i nacisnęłam na dzwonek. Drzwi otworzyła jej mama.
- Dzień Dobry. Jest Amy?
- Tak jest. Proszę, wejdź do środka. Zaraz ją zawołam......Amy! Nathalie do Ciebie przyszłą.
- Nie chce z nią rozmawiać. Powiedz jej żeby sobie poszła - usłyszałam jak woła do swojej mamy.
Wiedział, że tak będzie, ja jednak poprosiłam jej mamę czy mogłabym pójść do jej pokoju. Zgodziła się. To była moja jedyna szansa aby jej wszystko wytłumaczyć. Poszłam na górę do jej pokoju. Zapukałam w drzwi. Nikt nie odpowiadał. Więc jeszcze raz zapukał, Znowu cisza. Postanowiłam wejść do środka. Amy siedziała na kanapie, na uszach miała słuchawki, Słuchał muzyki i zamyka się w sobie. Zawsze tak robi, gdy jest zła, smutna. A to wszystko przeze mnie.
- Amy – zaczęłam nieśmiało rozmowę – możemy pogadać. Chciałbym Ci wszystko wytłumaczyć. Proszę Cię.
- Mówiła, żebyś mnie zostawiła. Nie interesuje mnie co wczoraj robiłaś. To Twoja sprawa. A teraz jakbyś mogła mnie zostawić samą.
- Przepraszam Cię. Ja naprawdę nie chciałam. Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć. Proszę. Tylko mnie wysłuchaj.- Amy długo nie odpowiadała, więc ja zaczęłam jej opowiadać wszystko od początku
- ...I właśnie wczoraj spotkałam się z Nathanem.
- To wszystko? Jeżeli tak to możesz iść.
Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. To nic nie dało. Wszystko jej powiedziałam, i przeprosiłam chyba z milion razy, a ona mnie wyrzuciła z pokoju.
- Nadal jesteś zła na mnie?
- Wiesz, nie spodziewałam się że nie powiesz mi o najważniejszym wydarzeniu w Twoim życiu. Może i nie jestem zła, ale strasznie boli mnie to że tak wiele razy mnie okłamałaś. A teraz proszę wyjdź z mojego pokoju. I nie dzwon do mnie więcej. Jutro na lekcji nie przychodź do mnie. Usiądę sobie z kimś innym. Z osobą która, będzie wobec mnie uczciwa.
- Ja naprawdę nie...przerwała mi Amy
- proszę cię wyjdź stąd- wręcz zaczęła krzyczeć.
- Przepraszam. -i wyszłam z jej pokoju.
Wyszłam z jej domu. Byłam strasznie przygnębiona. Szlochałam się po ulicach Londynu. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Zastanawiałam się czy Amy mi jeszcze kiedyś wybaczy? Czy będziemy jeszcze najlepszymi przyjaciółkami. Byłam zła na siebie. Jak mogłam ja tak oszukać. Płakałam przez całą drogę powrotna. Gdy byłam w połowie drogi, dostałam sms. Był on od Nathana. Pytał się jak mi minął dzień, co robiłam. Ja nie miałam ochoty na opowiadanie mu jaki to mój dzień był wspaniały. Odpisałam tylko, że przepraszam, że chce gadać na temat dzisiejszego dnia i aby nie martwił się o mnie. Jutro mu wszystko opowiem. Nathan odpisał tylko krótko. „ Ok. Kocham Cię”.Aż zrobiło mi się miło na sercu. Na moment zapomniałam o moim zmartwieniu. Wróciłam do domu. Moja mama zadręczała mnie pytaniami. „Co się stało” Dlaczego płakałaś” i takie tam inne. Miałam tego dosyć. Odpowiedziałam krótko. Pokłóciłam się z Amy. Nie chce na ten temat więcej gadać. Moja mama mnie zrozumiałam. Poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kakao. Ten napój zawsze poprawia mi humor. Jednak tym razem nawet kakao nic nie dało. Wzięłam swoje ulubione ciasteczka i poszłam do salonu. Włączyłam tv i oglądam film. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej:) Kolejny rozdział... Dedykuje dla wszystkich czytających:) Tym razem trochę dłuższy niż zwykle. Zajął mi cztery strony A4. Ale się rozpisałam. Mam nadzieje, że się Wam spodoba. Bo ja jestem zadowolona z tego co napisałam (chyba pierwszy raz). Oki nie zanudzam dłużej. Mam nadzieję, że coraz więcej osób tutaj zerknie i przeczyta moje bazgroły. Komentujcie i obserwujcie. Do zobaczenia. Papa.;)
Joasia

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 7 "Kolacja"

  Rozdział VII

Gdy wyszłam przed galerie Nathana jeszcze nie było. Musiałam poczekać kilka minut. Nathan [odjechał swoim BMW. Wyszedł z auta na przywitanie. Nie byłam tym za bardzo zadowolona. Bałam się że ktoś może nas zobaczyć. A konkretnie, że Amy nas zobaczy. Na pewno by się wkurzyła, gdyby się o nas dowiedziała. A nie chce, żeby się na mnie obraziła, czy coś. Może nie zawsze między nami było dobrze, ale to jedyna przyjaciółka jaką mama, której moge powiedzieć wszystkie swoje zmartwienia.
- Witaj kochanie – przywitał się Nathan i pocałował w policzek
- Hej. Słuchaj jedzmy stąd. Moja przyjaciółka jeszcze nic o nas nie wiem. Nie chce aby się dowiedziała. Nie chce jeszcze jej o nas mówić. Dzisiaj musiałam jej pozmyślać dlaczego nie była m na wczorajszej imprezie.  
- No dobrze jak chcesz. Ale wiesz, że kiedyś będziesz musiała jej powiedzieć.
- Tak wiem. Może powiem jej w tym tygodniu. Albo pójdziemy razem na impreze, to się poznacie. Ale jak na razie to się tym nie martwię. Co dzisiaj robimy?
- Znaczy myślałem, że pójdziemy do galerii, ale skoro nie chcesz to pójdziemy do restauracji coś zjeść, co?
- No dobrze.
- A potem do mnie.
- Yyyy...To się jeszcze zobaczy.
Wsiedliśmy do samochodu. I odjechaliśmy. Przez całą drogę do restauracji żartowaliśmy, i głośno śpiewaliśmy. Ahh... lobię to ;) Gdy byliśmy już na miejscu. Nathan otworzył mi drzwi bym mogła wyjść. Weszliśmy do restauracji. Było bardzo ludzi, jednak udało nam się znaleźć przytulne miejsce na zewnątrz. Był bardzo ciepły majowy wieczór. Dużo osób nam się przyglądało, ale jakoś nie zwracałam na to wielkiej uwagi.  
- Nigdy nie byłam w tej restauracji. Bardzo tu ładnie.
- Ja tu często przyjeżdżam.
- Pewnie przyprowadzałeś tu wszystkie swoje dziewczyny.
- Wcale, że nie.  
- Nie? Czyżby?
- Ohh...możemy zmienić temat...Co zamawiasz?
- Czyli jednak...Wiedziałam...Jeszcze nie wiem...muszę się zastanowić...- chwilkę pózniej -Nathan?
- Tak?
- Tu jest strasznie drogo.
- No to co z tego?
- Nie stać mnie na takie restauracje.
- Ale przecież ja płace.
- No to co z tego. Nie chce abyś tyle płacił
- Niczym się nie przejmuj. Tylko zamawiaj. To jedna z moich ulubionych restauracji. Więc proszę nie rób mi przykrości.
- Nie miałam takiego zamiaru.
Po kilku minutach naradzania, podszedł do nas kelner. Zamówiliśmy kurczaka z sałatka. Do tego lampkę białego wina. Nathan co prawda nie pił, gdyż prowadził samochód, ale ja nie zmarnowałam takiej okazji. Rozmawialiśmy na rożnie tematy. Poruszyliśmy również temat wakacji. W końcu do końca roku szkolnego pozostał jeszcze tylko miesiąc. Ohh...już nie mogę się doczekać.  
- Więc dasz się namówić na wspólne wakacje?
- Nie wiem. Chciałabym,a le moi rodzice... nie wiem czy mi pozwolą z Toba jechać.
- Nie będziemy sami. Pojedziemy cała paczką. Cały zespól. Co roku tak robimy. Będzie fajnie.
- Na pewno. Ale wiesz jacy są moi rodzice. Twierdzą, że nie powinnam jeszcze wyjeżdżać na wakacje z chłopakiem. I tak uważają, że pozwalają mi za dużo. Przecież jeszcze nie ukończyłam 18 lat.
- Do twoich urodzin został miesiąc
- Tak ja to wiem. Ty to wiesz. i oni tez. Ale tacy już są. Nie martwmy się na zapas. Cieszmy się chwilą. Co?
- Tak masz racje. A jak Ci idzie w szkole? Koniec roku, dużo masz poprawek?
- Nawet nie tak dużo. Tylko mata mi słabo idzie. A tak same piąteczki
- Zdolna dziewczynka.
- Hehehe. Wiesz tak sobie myślę, że masz racje. Nie powinna okłamywać mojej najlepszej przyjaciółki. Może powinnam was sobie przedstawić. Za tydzień znowu organizowana jest impreza. Może się wybierzemy.
- To bardzo dobry pomysł.
-Tylko wiesz. Ona strasznie lubi wasz zespól. Jak się dowie, że jesteś moim chłopakiem to ja nie wiem czy to się dobrze skończy. Najchętniej nic bym jej ni mówiła. Chciałabym, żeby zostało to w tajemnicy.
- Wiesz, że jeżeli nie chcesz jej jeszcze mówić to nie musisz.
- Tak wiem, ale nie chce jej okłamywać. Nie masz pojęcia tak się źle czułam gdy ją okłamałam.
- Zrobisz, jak będziesz chciała.
 Zamówiliśmy jeszcze deser. Lody waniliowe i polewą czekoladową. Ymmm...Pychota. Dochodziła 10, więc postanowiliśmy wracać. Nathan zaproponował, abym pojechał do niego do domu. Wiedziałm , że to nie jest najlepszy pomysł. Powinnam być już w domu, ale tak bardzo chciałam spędzić z nim jeszcze chwilę czasu...Nathan bardzo nalegał więc się zgodziłam. Wyszliśmy z restauracji, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Nathana....



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Siemka wszystkim:) Jak tam?? Widzę, że znowu nikt tego nie czyta. Chyba powinnam przestac publikowac. No bo po co mam pisac, skoro nikt tego nie czyta. :( Smutno mi, że nikt tego nie czyta. Chociaż nie powinnam się dziwić, przeciez pisze beznadziejnie. No ale cóż. :( 
Jeżeli to przeczytaliście to zostawcie po sobie komentarz. Dla Was to tylko kilka minut, a dla mnie uśmiech na twarzy:) I przepraszam, że taki krótki rozdział.
Komentujcie, obserwujcie.
Pozdrawiam;)