Rozdział VIII
Byliśmy przed domem Nathana. Byłam
bardzo szczęśliwa. Staliśmy na podwórku wtuleni i wpatrzeni w
gwieździste niebo.
- Cieszę się, że Cię mam, wiesz
Nathalie.- zaczął Nathan całując mnie w czoło.
- Ja też. Zrobiłabym największą
głupotę, gdybym się nie zgodziła być z Tobą. Dobrze mi z Tobą.
- staliśmy kilka dobrych minut przytulając się do siebie.
Milczenie przerwał Nathan.
- Kocham Cię Nathalie –
powiedział wpatrując się w moje oczy.
- Naprawdę?- to pierwszy raz kiedy
mi to wyznał.– Ja Ciebie też kocham.
Zaczęliśmy się całować. Na
początku delikatnie i powoli, z czasem coraz namiętniej.
Przerywaliśmy tylko na krótki oddech. Po kilku minutach weszliśmy
do domu. Ja poszłam do łazienki, a Nath do kuchni zrobić herbatę.
Chwilę później byłam przy Nathanie. Podeszłam do niego,
pocałowałam i zapytałam?
- To co będziemy robić?
- Może miałabyś ochotę pooglądać
jakiś film?
- Znowu?...Wczoraj też oglądaliśmy
tv. Mam już dość telewizji.
- No tak racja. No to zaczekaj.
Włączę radio. Posłuchamy muzyki..... Usiądź na kanapie, zaraz
do ciebie przyjdę.
- Dobrze. Tylko włącz jaką fajną
nutkę.
Czekałam krótką chwilę. Nathan
włączył moją ulubioną piosenkę. Usiadł koło mnie na kanapie,
a ja oparłaś głowę o jego ramię. Czułam się jak w niebie.
Niczego więcej nie pragnęłam jak tylko być z nim.
- Nathalie.- powiedział Nath
- Tak?
- Zastań na noc.
- Nie. Nie mogę u ciebie nocować
każdego dnia. W ogóle jutro szkoła. No i moi rodzice będą źli. Nie chce się z nimi kłócić.
- Oj no weź. Nie daj się prosić.
Zadzwoń do nich i powiedz, że będziesz u mnie nocowała.
- Nathan nie mogę. Chciałabym na
prawdę. Ale dobrze wiesz, że nie mogę.
- Tego to tak naprawdę nie wiesz.
Skąd możesz wiedzieć co by powiedzieli twoi rodzice, skoro do
nich nie zadzwoniłaś?
- Zawsze musisz mieć na wszystko
odpowiedzieć?
- Yhmmmm – i pokiwał głową.
- No dobra...zadzwonię. Ale jak
będą na mnie źli, to będzie to twoja wina.
No cóż....Uległam propozycji
Nathana. Całe szczęście, że lekcje zaczynałam dopiero o 10.
Poszłam zadzwonić do rodziców. Bałam się tej rozmowy. Wolałam
zadzwonić do mamy, bo tata by sięna pewno nie zgodził.
- Hej mamo...Mam pytanie, a właściwie
prośbę, mogłabym zostać w Nathan na noc?…No po prostu, rano bym
przyjechała po książki i poszłabym do szkoły....Nathan bardzo
chciał, ja od samego początku mówiłam, że nie. No więc jak,
mogę?...No dobrze, dziękuje. Pa - rozłączyłam się.
I z powrotem usiadłam na kanapie obok
Nathana.
-Zgodzili się??
-No niestety....
-Szkoda...No to chodź odwiozę cię do
domu...
-No mi też jest szkoda.- Nathan wstał
z kanapy i podał mi rękę bym również mogła wstać, ale olałam
go....
-Oh, Nathan, Nathan
-No co? Coś nie tak zrobiłem? -ja
zaczęłam się śmiać, a on nie wiedział dlaczego. Jego mina
była bezcenna.
-Nabrałam cię...zostaje...
-Co?... ale jak to??
-Żartowałam, chciałam zobaczyć jak
będziesz walczył o to bym jednak została, a ty nic.
-Osz ty małpo jedna...- Natha usiadł
na mnie i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam piszczeć. Pewnie mnie
było słychać na całej ulicy.
-Nathan! Nie proszę... przestań.
Nathan. Przestań mnie łaskotać
-Nie. Zasłużyłaś sobie. Teraz
cierp.
-Ejj...To nie fair. Przestań – Moje
prośby były na marne. Im więcej krzyczałam on bardziej mnie
łaskotał. Jednak po pewnym czasie, chyba mu się to znudziło
-No w końcu zrozumiałeś co do ciebie
mówię.
-A skąd wiesz, że ja już skończyłem?
- no nie dłużej to ja już tak nie wytrzymam. Tylko Nathan miał
zupełnie co innego na myśli. Gdyż zaczął mnie całować. Nie
mógł tak od razu.
-Teraz lepiej?- zapytał
-O wiele- i znowu wbił się w moje
usta. Z czasem pocałunki stały się coraz bardziej zachłanne.
Nathan nie całował mnie już tylko w usta, ale również po szyi. Za
każdym razem po moim ciele przechodziły dreszcze. Nathan zaczął
ściągać moją bluzkę. Wiem do czego do mogło doprowadzić,
dlatego oderwałam się od niego
-Stało się coś? -zapytał Nathan
-Nic się nie stało. Po prostu...- nie
umiałam z siebie nic wykrztusić.
-Nie jesteś jeszcze gotowa, na taki
wielki krok?
-Tak.- przestałam mu patrzeć w oczy.
Zawstydziła mnie ta cała sytuacja.
-Ok. Rozumiem
-Nathan to nie znaczy, że...- nie
zdążyłam dokończyć zdania.
-Ok. Nie musisz mi się tłumaczyć.
Rozumiem.
Później nic nie mówiliśmy. Tylko
słuchaliśmy muzyki, wtuleni w siebie. Po jakiś 20 minutach ciszy
Nathan przerwał milczenie
- Skarbie, jeżeli chcesz to możesz
iść wziąć prysznic. Ręczniki są w górnej szafce
- O dziękuje. Kochany jesteś.
Tylko w czym ja będę spałą?
- Przyniosę Ci jakąś jedną z
moich koszulek? Ok?
- No dobrze.
Wstałam z kanapy i udałam się do
łazienki. Cały czas myślałam o tej niezręcznej sytuacji sprzed
30 min. Nie dawało mi to spokoju. Ale kąpiel dobrze mi zrobiła.
Wszystkie moje rozmyślania poszły w kąt. Gdy wyszłam z łazienki
i poszłam do salonu. Nathana w nim nie było. Pomyślałam, że
będzie w swoim pokoju. Poszłam na górę, jednak tam też go nie
było. Zaczęłam wołać po całym domu.
- Nathan!!! Gdzie jesteś?
- Tutaj jestem, na balkonie. Chodź
tu do mnie.
Po chwili znalazłam się przy
Nathanie. Balkon był bardzo duży. Na środku był wielki stół i
krzesła. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach.
- Wiesz kochanie – odezwał się
Nath – Ślicznie wyglądasz w tej mojej koszuli.
- Dobra, nie przesadzaj.....Wiesz?
Bardzo tu ładnie. Chciałabym mieć taki balkon u mnie w pokoju.
Wieczorami podziwiałabym gwiazdy. Uwielbiam patrzeć w niebo i
rozmyślać.
- No to teraz masz okazje.. nie jest
Ci zimno? Przyniosę Ci koc.
- Nie. Nie idź. Zostań tutaj. Nie
chce, aby ta chwila się skończyła. Jest tak pięknie. Ty.
Gwiazdy. Szum drzew. Nie chce tego stracić.
Byłam taka zadowolona. Ten widok.
Nathan. Zawsze marzyłam o takiej chwili. Nie wiedziałam , że to
się spełni. Bardzo długo siedzieliśmy na balkonie. Ja cały czas
na kolanach wtulona w Nathana. W końcu postanowiliśmy wrócić do
środka. Robiło się coraz zimniej. Poszliśmy do pokoju Nathana.
Nie dowierzałam, że spędzam u niego drugą noc z rzędu. Nath
włączył muzykę, a ja położyłam się do łózka. Po chwili
Nathan usiadł obok mnie.
- Dziękuje, że jesteś. Kocham Cie
Nathali. - powiedział Nath
Całując się zasnęliśmy wtuleni w
siebie.
Gdy obudziłam się rano, Nathana nie
było przy mnie. Wstałam, poszłam do łazienki, chwilkę później
zeszłam na dół do kuchni. Na stole było nagotowane śniadanie i
kartkę
Witaj Kochanie,
przepraszam, że nie zastałaś mnie w domu, ale z chłopakami
wczesnym rankiem musieliśmy być w studiu. Nie chciałem Cię
budzić tak słodko spałaś. Klucze masz na stoliku.
Twój Nathan;*
Było mi trochę smutno, że Natha mnie
było przy mnie gdy się obudziła, no ale trudno. Każdy ma
obowiązki. Było jakoś po 8, więc miałam jeszcze sporo czasu do
pierwszej lekcji. Gdyż zaczynałam o 10. Zjadłam śniadanie
przygotowane przez Nathana. Muszę przyznać, że było bardzo dobre.
Gdy zjadłam , pozmywałam naczynia, wzięłam swoje rzeczy i wyszłam
z domu. Zamówiłam taxi. Za 13 min byłam już w domu. Musiałam
wziąć rzeczy potrzebne do szkoły. Dobrze, że wcześniej odrobiłam
pracę domową, teraz nie miałabym no to czasu. Rodziców nie było
w domu. Może to i lepiej, nie musiałam się im tłumaczyć , że
znowu zostałam na noc u Natha. Co innego przez telefon, a co innego
twarzą w twarz. Gdy wychodziłam z domu, było9.20. Postanowiłam ,
że pójdę dłuższą drogą do szkoły. Przez park. Do szkoły
weszłam równo z dzwonkiem. Do klasy weszłam ostatnia. Usiadłam na
swoim miejscu, obok Amy.
- Hej Nathalie. Co tam?
- Siemka. Wszystko w porządku,
dzięki.
- Nathalie, gdzie byłaś wczoraj?
- Jak to gdzie, Przecież byłaś ze
mną.
- Tak, ale później. Mówiłaś, że
Ci się strasznie śpieszy. Z tego wszystkiego zapomniałaś swojej
apaszki. Więc poszłam do Ciebie do domu, aby Ci ją oddać, ale
Ciebie tam nie było.
- Booo...- nie wiedziałam co mam
jej odpowiedzieć, ale klapa. A co jeśli nas widziała. I o
wszystkim się dowiedziała. Ona mi tego nie wybaczy. - Wiesz
postanowiłam, że się przejdę byłą taka śliczna pogoda...
Amy, rozumiesz to zadanie? Bo dla mnie jest to czarna magia.
-próbowałam zmienić temat rozmowy, jednak nie udało mi się Amy
mi nie wierzyła.
- Nathalie, nie zmieniaj tematu.
Gdzie byłaś?
- Przecież Ci mówię. I dziękuję,
że przyniosłaś mi moją apaszkę, Nie musiałaś, mogłaś mi ją
oddać w szkole.
- Wiesz myślałam, że jesteśmy
przyjaciółkami, i zawsze wszystko sobie mówimy, ale skora, nie,
to nie wiem czy naszą znajomość możemy nazwać przyjaźnią.
- O czy ty mówisz?? Przecież
zawsze Ci wszystko mówię.
- Wszystko? Czyżby....Czyli przez
przypadek zapomniałaś mi powiedzieć, że masz chłopaka...i jest
nim Nathan Sykes
Nastała cisza. Nie wiedziałam co mam
jej odpowiedzieć. Czyli jednak nas widziała. No to już po mnie.
Jak ja się jej wytłumaczę. Oh..to nie był najlepszy pomysł aby
spotykać się z Nathanem przed galerią.
- No dobrze. Masz racje...
Przepraszam...ale jak się dowiedziałaś? Widziałaś nas?
- Nie ważne jak, ważne, że się
dowiedziałam.
- Naprawdę tak bardzo Cię
przepraszam...Wiem, że powinnam Ci powiedzieć..ale...
Nie dokończyłam zdania, gdyż Amy
zeszła mi w słowa. Nie chciała mnie już słuchać. Z jednej
strony ją rozumiem...no bo jej nie powiedziałam...ale z
drugiej...Jak miałam jej powiedzieć o tym, że moim chłopakiem
jest... NATHAN SYKES.
Amy się strasznie na mnie wkurzyła,
za każdym razem gdy się do niej odzywałam , ignorowała mnie. Nie
wiedziałam co mam zrobić. Byłam zła na siebie, że nie
powiedziałam jej o Nathanie, ale nie pomyślałam, że może się
tak obrazić. Przez cały dzień się do mnie nie odzywała. Znowu
się pokłóciłyśmy, jednak tym razem przeze mnie. Gdy wróciłam
do domu, cały czas próbował się do niej dodzwonić. Ona nie
odbierała. Gdy odrobiłam lekcje, i się pouczyłam. Postanowiłam,
że pójdę do niej do domu, I wszystko jej opowiem. Tym razem nie
zamówiłam taksówki, ale poszłam na przystanek autobusowy. Całą
drogę rozmyślałam, jak jej powiem o Nathanie. Pół godziny
później byłam pod domem przyjaciółki. Chwilę postałam pod
domem. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam czy będzie chciał ze
mną gadać. W końcu odważyłam się i nacisnęłam na dzwonek.
Drzwi otworzyła jej mama.
- Dzień Dobry. Jest Amy?
- Tak jest. Proszę, wejdź do
środka. Zaraz ją zawołam......Amy! Nathalie do Ciebie przyszłą.
- Nie chce z nią rozmawiać.
Powiedz jej żeby sobie poszła - usłyszałam jak woła do swojej
mamy.
Wiedział, że tak będzie, ja jednak
poprosiłam jej mamę czy mogłabym pójść do jej pokoju. Zgodziła
się. To była moja jedyna szansa aby jej wszystko wytłumaczyć.
Poszłam na górę do jej pokoju. Zapukałam w drzwi. Nikt nie
odpowiadał. Więc jeszcze raz zapukał, Znowu cisza. Postanowiłam
wejść do środka. Amy siedziała na kanapie, na uszach miała
słuchawki, Słuchał muzyki i zamyka się w sobie. Zawsze tak robi,
gdy jest zła, smutna. A to wszystko
przeze mnie.
- Amy – zaczęłam nieśmiało
rozmowę – możemy pogadać. Chciałbym Ci wszystko wytłumaczyć.
Proszę Cię.
- Mówiła, żebyś mnie zostawiła.
Nie interesuje mnie co wczoraj robiłaś. To Twoja sprawa. A teraz
jakbyś mogła mnie zostawić samą.
- Przepraszam Cię. Ja naprawdę
nie chciałam. Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć. Proszę. Tylko
mnie wysłuchaj.- Amy długo nie odpowiadała, więc ja zaczęłam
jej opowiadać wszystko od początku
- ...I właśnie wczoraj spotkałam
się z Nathanem.
- To wszystko? Jeżeli tak to możesz
iść.
Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
To nic nie dało. Wszystko jej powiedziałam, i przeprosiłam chyba z
milion razy, a ona mnie wyrzuciła z pokoju.
- Nadal jesteś zła na mnie?
- Wiesz, nie spodziewałam się że
nie powiesz mi o najważniejszym wydarzeniu w Twoim życiu. Może i
nie jestem zła, ale strasznie boli mnie to że tak wiele razy mnie
okłamałaś. A teraz proszę wyjdź z mojego pokoju. I nie dzwon do
mnie więcej. Jutro na lekcji nie przychodź do mnie. Usiądę sobie
z kimś innym. Z osobą która, będzie wobec mnie uczciwa.
- Ja naprawdę nie...przerwała mi
Amy
- proszę cię wyjdź stąd- wręcz
zaczęła krzyczeć.
- Przepraszam. -i wyszłam z jej
pokoju.
Wyszłam z jej domu. Byłam strasznie
przygnębiona. Szlochałam się po ulicach Londynu. Nie wiedziałam
co mam ze sobą zrobić. Zastanawiałam się czy Amy mi jeszcze
kiedyś wybaczy? Czy będziemy jeszcze najlepszymi przyjaciółkami.
Byłam zła na siebie. Jak mogłam ja tak oszukać. Płakałam przez
całą drogę powrotna. Gdy byłam w połowie drogi, dostałam sms.
Był on od Nathana. Pytał się jak mi minął dzień, co robiłam.
Ja nie miałam ochoty na opowiadanie mu jaki to mój dzień był
wspaniały. Odpisałam tylko, że przepraszam, że chce gadać na
temat dzisiejszego dnia i aby nie martwił się o mnie. Jutro mu
wszystko opowiem. Nathan odpisał tylko krótko. „ Ok. Kocham
Cię”.Aż zrobiło mi się miło na sercu. Na moment zapomniałam o
moim zmartwieniu. Wróciłam do domu. Moja mama zadręczała mnie
pytaniami. „Co się stało” Dlaczego płakałaś” i takie tam
inne. Miałam tego dosyć. Odpowiedziałam krótko. Pokłóciłam się
z Amy. Nie chce na ten temat więcej gadać. Moja mama mnie
zrozumiałam. Poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kakao. Ten napój
zawsze poprawia mi humor. Jednak tym razem nawet kakao nic nie dało.
Wzięłam swoje ulubione ciasteczka i poszłam do salonu. Włączyłam
tv i oglądam film. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Hej:) Kolejny rozdział... Dedykuje dla wszystkich czytających:) Tym razem trochę dłuższy niż zwykle. Zajął mi cztery strony A4. Ale się rozpisałam. Mam nadzieje, że się Wam spodoba. Bo ja jestem zadowolona z tego co napisałam (chyba pierwszy raz). Oki nie zanudzam dłużej. Mam nadzieję, że coraz więcej osób tutaj zerknie i przeczyta moje bazgroły. Komentujcie i obserwujcie. Do zobaczenia. Papa.;)
Joasia