Gdy obudziłam się rano, zobaczyłam
Nathana leżącego obok. Jej jak miło. Budzę się o ty mój chłopak
parzy w moje oczy. Jakie to cudowne uczucie obudzić się obok
ukochanego.
Kiedy zobaczył, że się obudziłam
uśmiechnął się do mnie
- Hej Nathalie. Jak się spało??-
- Hej.- przeciągałam się i
uśmiechnęłam się do niego - Dobrze, dziękuje. Przepraszam, że
wczoraj zasnęłam, ale byłam bardzo zmęczona.
- Nic nie szkodzi...Wiesz... Tak
słodko wyglądasz, kiedy śpisz.
-Dziękuje.... Która jest godzina?
Będę musiała wracać do domu. Moi rodzice pewnie się martwią.
- Przed 8. Nie martw się.
Pomyślałem o wszystkim. Wczoraj, gdy Ty już spałaś zadzwoniłem
do Twoich rodziców, i powiedziałem, że zostaniesz u mnie na noc,
bo zasnęłaś
- Ooo...Kochany jesteś, Dziękuje
Ci. - pocałowałam, chłopaka w policzek,
- Tylko w policzek. No wiesz co.
Słabe te Twoje podziękowania.
- Chyba byś za dużo chciał....No
ale dobrze. Niech Ci będzie. - i pocałowałam go, jednak tym razem
w usta. - lepiej?
- No... Mogło być lepiej. Ale
podziękowania przyjęte.
- (zaśmiałam się) To się cieszę.
- Oki. Nati. Ty idź wziąć
prysznic, a ja przygotuję dla nas śniadanie. Jesteśmy sami w
domu, bo chłopacy pojechali na jakąś wycieczkę. Sam dokładnie
nie wiem gdzie.
- Dlaczego Ty nie pojechałeś z
nimi?
- Walałem zostać z Tobą. A tak w
ogóle to nie lubię zwiedzać i chodzić po muzeach. No to idź się
wykąp.
- No tak, tylko, że ja nie mam
żadnych ubrań na przebranie.
- Nie martw się o wszystkim
pomyślałem. Ubrania masz w łazience.
- Dziękuje. To ja idę.
- Wstałam z łóżka, i pobiegłam do
łazienki....Faktycznie Nathan przygotował mi ubrania. Była to
czerwona sukienka. Pewnie poprosił jedną z dziewczyn, aby mi
pożyczyły. Pomyślał o wszystkim. Kochany jest. Ciesze się, że
dałam nam szansę. Jestem tak bardzo szczęśliwa....
Minęło 30 min, a ja dopiero wyszłaś
z łazienki. Co prawda nie lubiłam się stroić, ale w tym miejscu
zawsze spędzałam najwięcej czasu. Gdy weszłam do kuchni na stole
było już naszykowane śniadanie. Nathan przygotował naleśniki z
dżemem. Jest to jego specjalność.
-Ale ślicznie pachnie. Sam to
ugotowałeś?
- Tak sam. Specjalnie dla ciebie.
- Nie musiałeś wystarczyłyby
kanapki.
- Ale chciałem...Proszę usiądź –
odsunął mi krzesło.
- Rak w ogóle to nie wiedziałam,
że potrafisz gotować.
- Nie potrafię. To jedyne co
umiem... Napiszesz się kawy czy herbaty?
- Poproszę kawę.
Gdy zjedliśmy śniadanie poprosiłam
Nathana aby odwiózł mnie do domu. Protestował, ale w końcu się
zgodził, ale warunkiem, że spotkamy się wieczorem. Nie miałam
wyjścia. Musiałam się zgodzić. Właściwie to chciałam....
Pod moim domem pożegnaliśmy się i
umówiliśmy się na wieczór. Gdy weszłam do domu moi rodzice nie
byli za bardzo zadowoleni. Nie nocowałam u siebie. A przecież nie
miałam jeszcze 18 lat.
- Nathalie. Nigdy więcej tak nie
rób. Masz wracać do domu na noc.
- Mamo. Nie jestem już małym
dzieckiem. Przecież nic takiego się nie stało. Wróciłam. A tak
w ogóle podobno Nathan dzwonił do ciebie i ci powiedział, ze będę
u niego.
- No tak, ale mogłaś przynajmniej
Ty do nas zadzwonić
- Byłam zmęczona. Zasnęłam. I
nie pomyślałam o tym aby zadzwonić. Przepraszam Cię.
- No dobrze. Masz jakieś plany na
dzisiaj?
- Nie wiem jeszcze, ale na wieczór
umówiłam się z Nathanem
- Nathalie. Byłaś z nim cały
wczorajszy dzień. Jeszcze masz mało.
- Oj mamo....A po południu może
spotkam się z Amy.
- No dobrze. Wiesz córciu cieszę
się, że jesteś szczęśliwa.
- Mamo, nawet nie masz pojęcia jak
bardzo. Jeszcze raz Cię przepraszam.- przytuliłam mamę i
pobiegłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku i wzięłam
laptopa, aby sprawdzić pocztę. Jak zwykle nic. Skrzynka pusta.
Kiedyś mnie to dołowało, ale teraz już się tym nie przejmuje.
Później spakowałam książki potrzebne do szkoły, by wieczorem
moc spokojnie wyjść z domu. Nie musiałam się na nic uczyć. Na
szczęście. To było, aż dziwne. Zazwyczaj dostajemy mnóstwo pracy
domowej na weekend. Później zadzwoniłam do Amy. I zaproponowałam
spotkanie. Zgodziła się. Poszłyśmy do centrum handlowego. Amy
jeszcze nie wiedziała, że mam chłopaka. A tym bardziej, że jest
to sławna osoba. Chciałam aby zostało to moją słodką tajemnicą.
- Hej Nathalie.
- Cześć Amy. Co tam? Gdzie
idziemy? Kawa czy zakupy?
- Hmmm...Może kawa? Jakoś nie mam
ochoty na zakupy?
- Czemu? Stało się coś?
- Nie. Ale wczoraj cały dzień
spędziłam w galerii z moją siostra. Zmienia cała szafę i
chciała abym jej pomogła, więc zakupów mam już dość.
- No spoko. To co tam gdzie zawsze.
- Pewnie.
Poszłyśmy do naszej ulubionej
kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i ciasto. Dawno się nie widziałyśmy
Tylko w szkole. Wiec miałyśmy o czym gadać.
- Właśnie, a dlaczego wczoraj nie
mogłaś iść ze mną na imprezę? Rodzice cię nie puścili?-
Zapytała Amy. (wczoraj dzwoniła do mnie i zaprosiła mnie na
imprezę, jednak ja odmówiłam, wiadomo z jakiej przyczyny)
- Tak jakoś wyszło. Nie miałam
ochoty.
- Ty mówisz poważnie!!!. Przecież
ty nigdy nie opuściłaś żadnej imprezy. Myśle, że coś się
musiało stać?. Gadaj o co chodzi,
- Mówię ci prawdę. Nie miałam
ochoty na party. - kłamałam jej w żywe oczy. Jednak nie chciałam
jej jeszcze mówić o chłopaku. Trochę się bałam. Od razu
chciała by go poznać, a ja nie byłam na to jeszcze gotowa, aby
jej go przedstawić. W ogóle wiedziałam, że Amy szaleje na
pukniecie tego zespołu. To co by było gdy się dowiedziała, że
chodzę jednym z członków. Chyba by zwariowała. Nie mogłam to
tego dopuścić.
- Nie wierze Ci. No ale ok. Jeżeli
nie chce mówić to nie mów. Twoja sprawa.
- No dobra, ale opowiadaj jak tam
było? Na tej imprezie
- Fajnie. Masz czego żałować
dziewczyno. Poznałam wspaniałego kolesia. Ty również byś kogoś
poznała. Ten drugi też był całkiem, całkiem.
- To fajnie. No i co?
- Bawiłam się z nim cały wieczór.
Wymieniliśmy się swoimi numerami. Powiedział, że zadzwoni, gdy
będzie miał czas.
- No to świetnie. Cieszę się ze
kogoś poznałaś.
- No tak. Ale ty?
- Co ja?
- No gdybyś poszłaś ze mną tez
byś kogoś poznała. A tak ciągle jesteś sama.
- Oj nie przesadzaj. Pójdę
następnym razem.
- No mam nadzieje.
Godziny mijały. A my ciągłe
gadałyście. Nawet nie wiem kiedy ten czas upłynął. Gdy
spojrzałam na zegarek była 18 .Trochę się przestraszyłam bo
właśnie na 18 umówiłam się z Nathanem. Miał przyjechać po mnie
do domu. Nie mogłam do niego zadzwonić, gdyż Amy by się
zorientowała. Więc napisałam mu krótkiego SMS, w którym
napisałam aby podjechał pod galerie.
- Do kogo tak tam piszesz, co? -
pytała przyjaciółka
- Do mamy. Miałam być o 18 w domu.
Piszę jej że się spóźnię.
- Do mamy? Czyżby?
- Tak naprawdę. Dobra ja naprawdę
muszę lecieć. Będzie na mnie zła. Nie lubi jak się spóźniam.
- Twoja mama? Przecież ty zawsze
się spóźniasz i jakoś nie ma nigdy nic przeciwko.
- To tak, ale od pewnego czasu ma.
To co zobaczymy się jutro w szkole. Papa
- No dobra. To narazie. Nie chce ci
nic mówić, ale jesteś jakaś inna. Ale pogadamy jutro w szkole
skoro się tak spieszysz. Pa.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemkaaaa;) Długo mnie nie było... Przepraszam. Kolejny rozdział. Mam nadziej, że się spodoba....aczkolwiek taki jakiś dziwny. Zdaje mi się, że nie umiem pisać tego typu opowiadania....Ale ciesze się, że niektórzy go czytają. Dziękuje bardzo tym osobą. I pozdrawiam;):) Do usłyszenia. Nie wiem kiedy dodam nowy rozdział. Myslę, że tym razem nie bedzie takiej długiej przerwy.....Narka;):)